Denerwują mnie ludzie, ktorzy ulegają jakimś dziwnym modom i są tak zwanymi sezonowcami. Po raz pierwszy zauważyłam to, parę lat temu, kiedy wszyscy nagle stali się "emo" i nosili ciuchy z czachami i malowali paznokcie na czarno. Uważałam wtedy, że to jeden z elementów dojrzewania i buntu. Okej.
Jakiś czas temu (no nie wiem, z rok, z pół roku temu) wielce popularnym stało się bycie "swagiem" i nagle wszyscy porzucili swoje, nie powiem, niektórzy fajne style i zaczęli nosić za duże bluzy, rurki i fullcapy. I kupuje sobie taki jeden z drugim ciuchy, które aktualnie są modne, a po paru-parunastu minutach rozmowy z nimi okazuje się, że ich wnętrze jest całkowicie odmienne od tego, co reprezentują na zewnątrz. Pojawia się więc pytanie: po co ulegać modzie, która szybciej przemija niż przychodzi, tylko po to, żeby dopasować się do społeczeństwa, a potem narzekać, że w tym społeczeństwie wszyscy są zakłamani i ludzie grają kogoś, kim nie są? - cóż, nie mi oceniać.
Najbardziej rozwaliła mnie znajoma, która zakochała się w pewnym chłopaku, którego ja znałam od dobrych paru lat. Od samego początku miał fajny styl, który wraz z nim dojrzewał i on też był swagiem. Pewnego dnia dziewczyna ta stwierdziła, że z dnia na dzień zmieni swoj styl, kupi fullcapa, rureczki i w ogóle będzie z niej swag na 100%, tylko po to, żeby on zwrocił na nią uwagę. A na koniec i tak okazuje się, że najbardziej podoba mu się ta, która ma wnętrze, które on docenia ;)
Zdjęcie : tumblr.com
Ingen kommentarer:
Legg inn en kommentar